Poprzedni temat :: Następny temat
Mój diabeł, mój anioł
Autor Wiadomość
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-06, 11:32   Mój diabeł, mój anioł

Trafiło mi się trzeszczące wyro. I obok niego drugie takie samo, tyle, że z hałaśliwą staruszką. Obejrzałam już cały sufit, policzyłam paski rolety, a czas mijał. Staruszka pojękiwała obok na swoje wyrodne dzieci. Pielęgniarka przyszła zmienić mi kroplówkę. Zajrzał lekarz dyżurny. Chmury przesuwały się po niebie, coraz ciemniejsze i cięższe. Zza okna odezwał się dzwon pobliskiego kościoła i śpiew zakonnic. Kapkapkap - wraz z kolejną porcją leku zaczęła ogarniać mnie senność. Ostrzegali, że będzie ciężo przetrwać to leczenie, ale chyba nie jest tak źle; czuję tylko narastające zmęczenie. Naprzeciw mnie, w rogu pokoju pojawiła się lśniąca, złota plamka, coraz więcej plamek. Jakby wirujące złote confetti. Skupiłam na tym wzrok. Ujawniony zarys postaci miał coś w rodzaju skrzydeł, ale nie miał twarzy. Siedział na parapecie z podciągniętymi pod brodę kolanami. Patrzył na mnie i odczułam jego smutek. A potem zasnęłam...
Piiipuks piiipuks piiipuks. Co to, kurde, jest? Otwieram oczy w ciemności. Mrok rozjaśnia się w białą plamę. Smugę ciepłego kremowego światła. Kuszącego by patrzeć, by się zbliżyć. Ciemne kropeczki, jak rozpylony pieprz układają się w postać przede mną. Widzę czarne oczy tuż przy swojej twarzy. Brzydkie, obce. Nie mające dobrych zamiarów. I przypominam sobie te najpiękniejsze na świecie - o lazurowych tęczówkach i długich popielatych rzęsach. Tomkowe, mężowskie. Cudne. Niemal czuję ich spojrzenie, pełne figlarnego ciepła i spokojnej dobroci. Czarne gały znikają, poświata kremowego blasku zaciera się. W mrocznym pokoju słyszę jakiś ruch, głosy, otwieram oczy mobilizowana wściekle wibrującym dźwiękiem i tym dziwnym piiipuks piiiipuks! Pokój jest jednak dość jasny, rozgardiasz rzeczywiście jest, jakieś osoby krzątają się wokół mnie. Kątem oka dostrzegam smugę złotego confetti, gdy przesuwa się koło wezgłowia mojego łóżka. Zaciera się i rozmywa.
Wróciłam...
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
rafi1972 



Wiek: 47
Dołączył: 03 Cze 2007
Posty: 12078
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-07-06, 11:35   

:(
_________________

 
 
Nacka 



Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 13073
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-07-06, 12:50   

Ama, nie daj się - masz swoją złotą smugę to chyba dobrze wróży :)
_________________

 
 
marzena 
marzena



Dołączyła: 22 Maj 2007
Posty: 1177
Skąd: warszawa
Wysłany: 2010-07-06, 13:30   

Wzruszyłam się Ama....Pięknie piszesz...Słyszałam kiedyś że w dniu narodzin kazdy z nas dostaje w wyprawce swojego Anioła Stróża.Jak widać ten Twój dobrze otacza Cię swoimi skrzydłami.Taki Anioł i taki mąż to doskonała zbroja,można walczyć mając wygrana w kieszeni.
Dzielna Ama :brawo:
_________________

 
 
 
Ann 



Wiek: 37
Dołączyła: 30 Maj 2007
Posty: 3465
Skąd: Czeladź
Wysłany: 2010-07-06, 14:58   

Amuś :pocieszacz: :buziak: Na szczęście jesteś twardą babką z konkretnym Aniołem Stróżem :)
_________________
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupery
 
 
ana555 



Wiek: 37
Dołączyła: 12 Lis 2008
Posty: 8607
Skąd: znad morza :)
Wysłany: 2010-07-06, 15:11   

Ama, ja też się wzruszyłam :(
_________________
"Być może dla świata jesteś nikim , ale dla kogoś możesz być całym światem ."
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-06, 15:12   

Rafiego muszę rozbawić...
No to opowieść o moich aniołkach, ale tych ziemskich. Otaczają mnie ciepli, kochani ludzie; nie są rodziną, ale kochają równie mocno. I są odjechani ja. :oko:

WEEKEND Z ANIOŁKAMI CHARLIEGO

Osoby:
Ania - pracownik działu reklamy w agencji artystycznej :wacko:
Jasia - redaktorka prawie naczelna, babskiego piśmidła :wacko:
Hania - krawcowa w swojej własnej pracowni, szyje suknie ślubne :cool:
Pies Kłaps, rasy zbliżonej do molosów :/
ja... ówcześnie reportażystka działu krajowego wielkiego NG :unsure:

---------------------
Zmęczone tygodniową orką, wykupiłyśmy rezerwację piątek - niedziela w jednym z ośrodków nad jeziorem, kilka godzin od naszego miasta. Z przyczyn technicznych musiałyśmy jechać jednym autkiem, ale nie wydawało się to problemem. Jasia zaoferowała swój, miała dużego citroena. W zasadzie ośrodek dbał o pościel i agd, więc miałyśmy tylko bagaż podręczny. Uwaga - bagaż podręczny w naszym klasycznym babskim wykonaniu przekracza wyobraźnię niejednego faceta...
No ale o umówionej godzinie pojawiłyśmy się na umówionym parkingu, czekamy na transport. Kiedy już zaczęłyśmy się niepokoić, na czubki palców u stóp wjechał popielaty...trabant. Jasia za kierownicą. Zaczęła nas w nim upychać, tłumacząc, że jakoś damy radę, auto jest w niezłym stanie a citroenowi szlag trafił jakiś wał. Jakiś wał naprawiał go zresztą tydzień wcześniej!
Stękając i kokosząc się, upchnęłyśmy się w mydelniczce, nie było to proste - na tylnej kanapie siedział pies Jasi. Ruszyłyśmy terkocąc i pierdząc trabantem. Ania dorwała z tylnej półki starą książkę wozu:
- O, tu piszą, że trabanty brały udział w rajdach terenowych!!! Ale nie wiem kiedy bo tu jest urwana strona...
Budząc wiele radości u mijanych osób, dotarłyśmy w końcu do celu. Był maj, początek sezonu i niewiele postaci kręciło się po ośrodku. Dostałyśmy klucz do domku, pościel i pudełko z czajnikiem, kubkami, talerzami oraz kabel z wtyczką do termy. Namierzyłyśmy budynek z wc i łazienką: biały wapnowany domeczek z dziurą w podłodze zamiast kibelka. Urwane prysznice. Po konsultacji z kierownikiem ośrodka, dostałyśmy klucz do łazienki służbowej ośrodka. Tyle, że była oddalona od nas jakieś dwadzieścia minut piechotą. Bliższe domki były akurat zajęte lub remontowane... mimo wszystko - urzekło nas jezioro i lasek, więc nie myślałyśmy o ucieczce i reklamacji oferty, na którą się skusiłyśmy... Dotarłyśmy wreszcie do domku, który był najbardziej oddalonym od recepcji, ale za to najbliżej jeziora. Wewnątrz śmierdziało pleśnią, ale po wywietrzeniu nie było źle. Zaparzyłyśmy herbatę, chociaż trzeba było iść po konserwatora: Hania włączyła termę i kopnął ją prąd, a skrzynka z bezpiecznikami była zamknięta na klucz... Ania postanowiła odprężyć się na tarasie. Nalała sobie herbaty do swojej ukochanej chińskiej filiżanki, bez której nigdzie się nie rusza i wybyła z pokoju. Usłyszałyśmy trzask, huk i nasza blondyna znikła nam z oczu. Wychyliłyśmy się przez drzwi tarasowe, zajrzałyśmy do dziury w podłodze. Zapytałam, czy w porządku, czy Anka żyje. Z czeluści doszedł mnie głos:
- Tak, k.......a. Ale filiżanka mi się stłukła...
Konserwator wyciągnął Anię, naprawił dziursko w tarasie i zabił kołkami drzwi, żebyśmy nie wyszły na ten cholerny balkon, gdyż "całkiem już zmurszał przez zimę".
Anka postanowiła odespać strtes, a my poszłyśmy zażyć relaksu nad wodę. Komary przegnały nas jednak do domku.
Nazajutrz wypożyczyłyśmy nieduży jacht. Hania i Ania miały uprawnienia sternika, więc bezpiecznie wyruszyłyśmy na jezioro. Na środku zacumowałyśmy, by zażyć słoneczka z dala od ludzi. Toples i duples pełną parą. Pod wieczór trzeba było jednak wracać, ale wiatr zdechł zupełnie. I tu nastąpił problem - żadna z dziewczyn nie mogła znaleźć pagajów... zostały na brzegu. Po 23-ciej ściągnął nas z wody patrol WOPR. Całe szczęście, bo zmarzłyśmy na kość w samych kostiumach...
Niedziela upłynęłaby nawet miło, gdyby nie nocne balangi pijackie z dyskoteki za ogrodzeniem. Każde większe śpiewy Kłaps komentował basem; akurat wtedy, gdy udawało nam się zasnąć.
Kiedy doszłyśmy z bagażami na parking przed ośrodkiem, na masce trabanta widniał przyschnięty paw. Hania stwierdziła w nim obecność ogórków konserwowych, ale zapewniła, że blacha od tego nie ucierpi, bo auto jest z laminatu. Jasia poszła po kierownika ośrodka i jakieś wiadro z wodą do zmycia pawia. Kierownik powiedział, że to pewnie jakiś gość poimprezowy, co nocował w głównym budynku. I że tak bywa po dyskotekach.
A pięć kilometrów przed dojazdem do naszego miasta odpadły od trampka jedne drzwi. Dziewczyny umocowały je jakimś paskiem od szlafroka, do fotela i czegoś jeszcze.

Pamiętny weekend z moimi aniołkami... :rotfl:

Zresztą, pewnie napiszę jeszcze o naszych odjechanych wyprawach :oko:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
Ostatnio zmieniony przez Ama 2010-07-06, 15:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
ana555 



Wiek: 37
Dołączyła: 12 Lis 2008
Posty: 8607
Skąd: znad morza :)
Wysłany: 2010-07-06, 15:19   

dobre :hahaha:
_________________
"Być może dla świata jesteś nikim , ale dla kogoś możesz być całym światem ."
 
 
Ann 



Wiek: 37
Dołączyła: 30 Maj 2007
Posty: 3465
Skąd: Czeladź
Wysłany: 2010-07-06, 18:48   

:szok2: Ale fajną wyprawę miałyście :D :rotfl: :rotfl: :rotfl:
_________________
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupery
 
 
rafi1972 



Wiek: 47
Dołączył: 03 Cze 2007
Posty: 12078
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-07-06, 19:53   

:rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
_________________

 
 
marzena 
marzena



Dołączyła: 22 Maj 2007
Posty: 1177
Skąd: warszawa
Wysłany: 2010-07-06, 20:09   

Kurde ale Wam zazdroszczę takiego babskiego wyjazdu.A najbardziej jazdy trabkiem....Filizanki tylko żal...
_________________

 
 
 
ola 
wiosenna :)



Dołączyła: 06 Lis 2007
Posty: 1638
Skąd: jeszcze Poznań...
Wysłany: 2010-07-06, 20:13   

Ama, super, że piszesz - i mam na mysli nie tylko ta druga przezabawna historie :ok: o niewesolych doswiadczeniach tez z przyjemnoscia czytam - smutny to, ale ciekawy obraz świata
_________________

 
 
 
etoile 
Asia :)



Wiek: 37
Dołączyła: 07 Lip 2007
Posty: 2492
Skąd: szczecin
Wysłany: 2010-07-06, 21:03   

:rotfl:
_________________
W pospiechu gubiąc sny ...
 
 
 
Anet 



Wiek: 47
Dołączyła: 18 Cze 2007
Posty: 13768
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 2010-07-06, 21:49   

cóż mogę dodać, lubie cie czytać Ama :ok:

a weekendowy wypad superowy :rotfl:
_________________
.
Miłości do gór nauczyć się nie można. Trzeba je pokochać z samego siebie
.
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-07, 14:01   

Diabolickie w Zakopcu :piwo2:

"Żadnych trabantów, żadnych kwater w ośrodkach! Jedziemy pociągiem do Zakopanego!!!" - wrzasnęła mi do słuchawki Jasia.
Pojechałyśmy...

Było zimno, na Dworcu Warszawa Wschodnia stał tłum z dzieciakami, nartami, plecakami; w kożuchach i puchatych kurtkach. Pociąg nie nadjeżdżał. Siedziałyśmy na plecakach (Ania na walizce, ona nawet pod namiot jeździ z walizką, bo ma wszystko poskładane w kopertki, ułożone i poprasowane...). Nagle z megafonu odezwał się głos: "psssshhhhfrgg... pociąg pospieszny relacji Warszawa Wschodnia przez Lublin i Kraków Główny do Zakopanego odjedzie z peronu drugiego. Za Zmianę peronu przepraszamy. Pieeerd!" Ludziska rzucili się z tobołami i dzieciolami do przejścia podziemnego, pociąg nie miał rezerwacji miejsc, więc tylko wrestling zapewniał komfort jazdy. Ania siedziała z kamienną twarzą na swojej walizce. Zapytana, czemu nie leci z resztą i z nami, rzekła z godnością:
- W dupie to mam. Ten pociąg zawsze odjeżdża z pierwszego. Z drugiego jedzie w tym czasie Wrocław.
Stałyśmy niezdecydowane co robić, obserwując tumult na drugim peronie. Ludzie czekali na wjazd pociągu ściśnięci jak śledzie w słoju. Megafon zaharczał: "psssshhhhfrg...pociąg pospieszny relacji Warszawa Wschodnia przez Lublin i Kraków Główny do Zakopanego odjedzie z peronu pierwszego. Za pomyłkę przepraszamy. Pieeerd!" Zanim ludziska pokonali z powrotem przejście podziemne, siedziałyśmy już miło ulokowane w wagonie. Ania oświadczyła, że do Krakowa tym pociągiem jeździ służbowo od lat i zawsze z Wschodniego. Dwa razy omyłkowo wsiadła do wrocławskiego i klnąc przesiadała się na Centralnym.
Wysiadłyśmy w Zakopanem i po chwili dotarłyśmy do pensjonatu cioci Pelagii, która jest prawdziwą ciocią Jasi. Uroczy pensjonat ma ten jeden mankament, że okna pokoi wychodzą na cmentarz. Ale co tam... Jednak wieczorem Ania przyszła do świetlicy i powiedziała, że nie zaśnie. Nie na trzeźwo. Ciocia nie toleruje alkoholu w domu, w pensjonacie raczej też nie. No, może piwo. Ale takiej ilości piwa, jaka uśpiłaby Anię, nie miałyśmy... Jasia szturchnęła mnie w bok:
- Pójdziemy po wódkę do sklepu nocnego. Ale kupi się zrazu więcej i schowamy w bagażu. Tyle, że ten sklep to jest w takiej okolicy, że z ciupaską w plecach można wyjść. Miejscowi to się zaopatrują bez kłopotu, krzywo patrzą na nieswoich co gorzałę kupują... no i godzina późna. Ale mam pomysł. Idź do tego sklepu na rogu po soczki, on jest do 23-ciej. A ja zaraz wyjdę i pójdziemy do monopolki...
Stałam pod sklepem z tymi soczkami, wyglądając Jasi. W końcu ujrzałam ją i zaczęłam się potwornie śmiać. Jasia ma czarne proste włosy. splotła je w warkocz, nie wiem skąd wzięła chustkę co ją miała na głowie i ramionach. To nie była chusta; okutała się kapą góralską z otomany w salonie i założyła pod to czyjeś palto. Na jej nogi wolałam nie patrzeć. Weszła do monopolki rozgarniając gromadkę czerwononosych i schrypniętym basem odezwała się do sprzedawcy:
-śtyry!
Gość bez zbędnych pytań postawił na ladzie cztery połówki wyborowej.

Szalejąc za dnia, usypiając ze wspomaganiem, naprawdę nieźle wypoczęłyśmy. Hania została u Jasi w domu z jej psem, ale telefonicznie ją informowałyśmy na bieżąco. Do dziś nie może przeboleć, że nie widziała Jasi gaździnki... Ano, jedyny w swoim rodzaju widoczek :wacko: :lol:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
Nacka 



Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 13073
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-07-07, 14:25   

świetne :ok: :rafi: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
_________________

 
 
ana555 



Wiek: 37
Dołączyła: 12 Lis 2008
Posty: 8607
Skąd: znad morza :)
Wysłany: 2010-07-07, 15:30   

Ama, pisareczko :) cudnie czyta sie twoje opowiastki :>
_________________
"Być może dla świata jesteś nikim , ale dla kogoś możesz być całym światem ."
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-07, 15:40   

:zawstydzony:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
etoile 
Asia :)



Wiek: 37
Dołączyła: 07 Lip 2007
Posty: 2492
Skąd: szczecin
Wysłany: 2010-07-07, 17:01   

powinnaś książki pisać :) Fajnie by się czytało :)
_________________
W pospiechu gubiąc sny ...
 
 
 
szyszunia 
szyszunia



Wiek: 42
Dołączyła: 04 Mar 2010
Posty: 630
Skąd: kielce
Wysłany: 2010-07-07, 17:30   

kojarzy mi sie z chmielewska :) tez popuszczam jak czytam :* silna z Ciebie babka :*
_________________

 
 
etoile 
Asia :)



Wiek: 37
Dołączyła: 07 Lip 2007
Posty: 2492
Skąd: szczecin
Wysłany: 2010-07-07, 17:50   

dla mnie takie pomieszanie Szwaji i Sowy :)
_________________
W pospiechu gubiąc sny ...
 
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-07, 20:05   

;-/ jestem za leniwa by popełnić księgę... pomysłów i tematów byłoby sporo, ale lenia mam...
:/ :|
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
Anet 



Wiek: 47
Dołączyła: 18 Cze 2007
Posty: 13768
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 2010-07-07, 22:25   

mnie też Chmielewska przypominasz :>
_________________
.
Miłości do gór nauczyć się nie można. Trzeba je pokochać z samego siebie
.
 
 
etoile 
Asia :)



Wiek: 37
Dołączyła: 07 Lip 2007
Posty: 2492
Skąd: szczecin
Wysłany: 2010-07-07, 22:32   

Wszyscy tak się Chmielewską zachwycają, łącznie z moją mamą ktora mi wciskala te książki, a ja wszystkoczytalska jakos nie trawię jej książek :/
_________________
W pospiechu gubiąc sny ...
 
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-08, 00:21   

Kiedyś uwielbiałam książki Chmielewskiej; jej dokonania z ostatnich lat są ciężkie, humor gdzieś uleciał... chyba Autobiografia jeszcze mi jakoś poszła, ale późniejsze to już zupełnie nie. Podobnie pierwsza książka Grocholi, a następne już nie. Wybredna się robię chyba...
Z literaturą pisaną przez kobiety jest tak, że większość zamyka się w schematyzmie. I tak powieści Gretkowskiej epatują psychopatycznym seksem i emancypacją (mniejsza o fabułę-grunt to idea), Chmielewskiej zarzucają kryminał z humorem (coraz cięższe i bez pomysłu, ale się sprzedaje więc pisane rzutem na taśmę), Grocholi erotyzm kobiety zahukanej przez życie, Kosmowskiej zaś wspomnienia i marzenia z wątkiem domowości kapciowości. Szwai nie komentuję, bo kilka razy zaczynałam i nie czułam ducha by dokończyć dzieło.
Jakoś te nasze baby literatki sobie radzą, ale nie ma w tym wszystkim świeżości. Jedynie Tokarczuk trzyma się mocno, no ale pisze jak reinkarnowany Melchior Wańkowicz, czyli ponadczasowo :) Gdybym była pisarką, pewnie miałabym kłopot z dziedziną literatury, bo nie mogłabym skupić się na jednym gatunku i stylu. I czytelnicy by byli zmęczeni, gdyby chcieli być wierni: przeczołgani przez poezję i prozę, SF, fantasy, saturę, powieść obyczajową, sztukę teatralną, pamiętnikarstwo i reportaż oraz poradnictwo, wróżbiarstwo i erotykę, mieliby w głowach sieczkę zamiast jakichkolwiek korzyści intelektualnych :wacko:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
marzena 
marzena



Dołączyła: 22 Maj 2007
Posty: 1177
Skąd: warszawa
Wysłany: 2010-07-08, 13:55   

Ama uwielbiam Cie czytać.Skrobnij nam coś czasami.
_________________

 
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-08, 15:28   

No to specjalnie dla Marzenki...

"Wychodzę za mąż. I w ramach prezentu chcę, żebyście z Waldkiem zatańczyli dla mnie tango" - oświadczyła Hania. Walduś mieszkał ze mną, Anią i Hanią na jednym osiedlu, w tym samym bloku co ja. Na Włościańskiej bawiliśmy się od przedszkola na jednym trzepaku... Problem Waldka był taki, że był jak młody Michael Jackson z okresu płyty "Thriller" -gibki, piękny i ciemnoskóry. Od chłopaków dostawał w mordę, dziewczyny kochały się w nim na zabój. No i był najlepszym kumplem na świecie... Pracował jako model i uwielbiał tańczyć. Ponieważ Ania nie cierpiała tańca, na placu boju do pary z Waldusiem zostałam ja. No dobra, niech tam. Poświęcę się. Nauczę się dla tej wariatki tanga...
I z małym grundigiem na baterie ruszaliśmy późnym wieczorem na "Czarną Drogę", między szkołą na Włościańskiej a działkami Kaskada. W rytm hitu Maanamu ćwiczyliśmy rzetelnie wszystkie figury. Nogi zdarłam do kości na szutrze, naklęłam jak szewc, ale tam mogliśmy przynajmniej trenować do woli bez kibiców.
No i dupa blada z występu, bo Hania przed ołtarzem zaśmiała się strasznie diabolicznie i powiedziała NIE. :szok2:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
tygrys 



Wiek: 40
Dołączyła: 22 Lut 2009
Posty: 13904
Skąd: podkarpacie
Wysłany: 2010-07-08, 15:49   

:szok2: :szok2: :szok2: :szok2:
_________________
.

"Określ, co sprawia że dobrze się czujesz i zacznij robić tego więcej "


.
 
 
ana555 



Wiek: 37
Dołączyła: 12 Lis 2008
Posty: 8607
Skąd: znad morza :)
Wysłany: 2010-07-08, 15:53   

:szok2: :szok2: :szok2: :rafi:
_________________
"Być może dla świata jesteś nikim , ale dla kogoś możesz być całym światem ."
 
 
Ann 



Wiek: 37
Dołączyła: 30 Maj 2007
Posty: 3465
Skąd: Czeladź
Wysłany: 2010-07-08, 16:05   

Hehehe cwaniara z tej Hani :rotfl: :rotfl: :rotfl:
_________________
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupery
 
 
Jolinek 



Wiek: 99
Dołączyła: 16 Lis 2008
Posty: 4251
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-07-08, 17:16   

Ama, jesteś niesamowita :> :taak:
_________________
Nie ufam nikomu,
ufam tylko tym,
którzy na to zasłużyli
 
 
Anet 



Wiek: 47
Dołączyła: 18 Cze 2007
Posty: 13768
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 2010-07-08, 18:11   

:szok2: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
_________________
.
Miłości do gór nauczyć się nie można. Trzeba je pokochać z samego siebie
.
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-08, 18:42   

Mój Diavolo - Czarny Anioł Waldek
Jego rodzice byli głuchoniemi. Pamiętam ich, mili i serdeczni, chętnie pomagali sąsiadom. Adoptowali Waldka, bo w bidulu nie miał szans na adopcję. Brzydkie Kaczątko - ciemnoskóre, zaniedbane, niczyje. Przychodziła do nich pani pedagog, pani logopeda. Dlatego Waldek pięknie mówił, nie miał kompleksów i rósł. I piękniał z każdym rokiem...
Kiedy miał naście lat, zamordowano mu tatę. Po prostu, wieczorem ktoś go zabił dla kilku złotych z portfela, gdy ojciec Waldka wracał z pracy...
Długo trwało, zanim Waldek i jego mama wrócili jako tako do normalności. Ze wzruszeniem pamiętam, jak sąsiedzi pomagali im w czym się dało. Nie byli sami z kłopotami i bólem. To były czasy, w których mieszkańcy nawet dużych bloków znali się i wspierali... ze wstydem muszę przyznać, że mieszkam w małym i nie znam nikogo; ludzie świadomie się alienują - niby tzw. wspólnoty mieszkaniowe, a każdy każdemu obcy. No ale do rzeczy... Waldi stwardniał. Rzucił się po szkole w wir pracy, kariery. Ciekawe, ani pieniądze ani sława wcale go nie zmieniły. Pewnego dnia wrócił z Paryża na urlop do Polski. Przegadaliśmy non stop 24 godziny (!!!). Po czym elegancki topmodel rzekł: zabierz mnie gdzieś, gdzie jest prosto, dziko i bezludnie.
Zabrałam. Mimo że dotąd nie widział z bliska konia, radził sobie świetnie. W wyświechtanych dżinsach, starym podkoszulku czyścił tranem siodła, jeździł ze mną na dalekie spacery po łąkach i lasach. Po tygodniu przebrał się, wracając do Warszawy powiedział:
- teraz lepiej zniosę elegancki świat...

To było lata temu. Mama Waldika odeszła w tym roku. On skończył już karierę w modzie, ale przemieszcza się podróżniczo po Afryce z kamerą i tylko na moment powrócił pożegnać Tę Jedyną i Najukochańszą.
Tęsknię czasem do tych wariackich dni, w których byliśmy beztroscy i każdy planował różne rzeczy w dorosłym życiu. Waldek jako jedyny zrealizował swoje. Ktoś kiedyś dał mu szansę i miłość. Nie zmarnował tego i z Brzydkiego Kaczątka stał się pięknym, mądrym Łabędziem... :)
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
Jolinek 



Wiek: 99
Dołączyła: 16 Lis 2008
Posty: 4251
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-07-08, 18:56   

To przypomina mi osobę z mojej rodziny ... jest twarda i nerwy ma ze stali a przy tym niesamowicie czuła i ma niesamowitą osobowość :>
_________________
Nie ufam nikomu,
ufam tylko tym,
którzy na to zasłużyli
 
 
marzena 
marzena



Dołączyła: 22 Maj 2007
Posty: 1177
Skąd: warszawa
Wysłany: 2010-07-08, 19:51   

Amuś a Wldek nie miał przypadkiem czrnego pudla?
Pisz Amuś pisz,lekkie masz piórko a raczej klik..a jeszcze przyjemniej się Ciebie czyta.Juz wiem o który part Ci chodziło tam jest teraz bazarek prawda?Ciekawa jestem czy Hanku nie znałam....Ale modelka...
:czeka: na lekturkę..
_________________

 
 
 
ana555 



Wiek: 37
Dołączyła: 12 Lis 2008
Posty: 8607
Skąd: znad morza :)
Wysłany: 2010-07-08, 20:13   

Ama, masz ciekawe życie i super przyjaciół :)
_________________
"Być może dla świata jesteś nikim , ale dla kogoś możesz być całym światem ."
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-08, 20:25   

Walduś nie miał zwierzaków, ale bardzo je lubił. Rzeczywiście, ktoś z moich kumpli miał czarnego pudla...
Ania mieszkała z brązowym pudlem. Ja miałam chow chow, Hania zaś setera irlandzkiego. Po Górkach z tymi psami śmigałyśmy :)

Co do przyjaciół... hmmm... sporo wykreśliło już życie a i ja z notesów też, bo nie przetrwali próby mojego wyjazdu z Wawy i choroby. Trudno.
Ale mam cholerne szczęście do ludzi, fakt. I stąd te moje aniołki wokół mnie, a i diabołki kochane też.
O krakowskich też chyba wam poopowiadam.
Chciałabym, aby wszyscy ludzie, których znam, zawsze mogli niebezpodstawnie wierzyć, że wokół jest masa życzliwych i serdecznych ludzi, ciekawych i niebanalnych; świat nie składa się z samych pijawek, mętów, mend społecznych i szuj. Choć oczywiście natykamy się to na jednych, to na drugich... ale lepiej poświęcać czas tym fajnym :oko:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
marzena 
marzena



Dołączyła: 22 Maj 2007
Posty: 1177
Skąd: warszawa
Wysłany: 2010-07-08, 21:42   

Hmmm to raczej się nie znałysmy ale nadrobimy to mam nadzieję.....
_________________

 
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 51
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2010-07-10, 13:17   

W szpitalnych kapciach spędziłam kilka lat, na tym samym oddziale, wśród chorych i personelu. Co dwa tygodnie, co miesiąc wyrywano mi z życia kilka dni. Przyglądałam się ludziom, a oni przychodzili i odchodzili do swoich spraw, swojego życia. Niektórzy byli od dawna pacjentami, inni dopiero zaczynali tę trudną drogę cierniową. Wśród nich była drobniutka i pogodna Jadzia. Spotykałam się z nią na zakładkę, bo gdy dostawałam wypis z kliniki, ona akurat wchodziła na moje miejsce. Z zawodu pielęgniarka, z tego samego szpitala. Ale nie miała przez to jakiś specjalnych względów. I nawet nie chciała by ludzie wiedzieli o niej, że tu pracowała. Mimo raka mózgu i powalających migren, brała chemie i pomagała znieść strach i ból pacjentom. Ciepła rozmowa, uśmiech, czasem rada - przynosiły ukojenie tak samo jak leki... Nieraz widziałam, jak pacjentki z radością witały dziewczynę na oddziale: "Jadzia, Jadzia jest! Gdzie?! W 412!" - powitania, ploty, uśmiechy... wokół nich znikał szpital, znikała choroba i całe zło. Jadzia. Oddziałowa anielica. Pełna sił i optymizmu młoda dziewczyna. Opowiadająca jak piekła makowce na święta, gdzie ma najlepsze miejsca grzybowe i jagodowe w lasach, doradzająca jak pić pokrzywę i olej lniany, głaszcząca po głowie przerażoną staruszkę z rakiem piersi, gdy podłączono kobiecie pierwszą chemię...
Przez dziewięć miesięcy remisji swojego potwora nie byłam na oddziale. Ale niestety, trzeba było wrócić na szpitalne łóżko. Korzystając z okazji, spytałam siostrę Beatę o zdrowie Jadzi. Pogodna zazwyczaj pielęgniarka spoważniała, nie rzekła nic. Zabrała z mojego stolika swoją tackę z lekami, a przy drzwiach pokręciła głową i szepnęła: "w kwietniu..."
:(
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
rafi1972 



Wiek: 47
Dołączył: 03 Cze 2007
Posty: 12078
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-07-10, 14:49   

:(
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template junglebook v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
Blog Gry Escape The Room
Kopiowanie i rozpowszechnianie tekstów zamieszczonych na forum bez pisemnej zgody autorów
jest surowo zabronione, gdyż jest naruszeniem praw autorskich do solucji i poradników.
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 11