Poprzedni temat :: Następny temat
Zapiski intelektualisty
Autor Wiadomość
Lulka
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-25, 15:22   Zapiski intelektualisty

...w pewnym momencie facet siedzący obok mnie puścił głośnego bąka, gdy popatrzyłem na niego zdumiony przekrwionymi od płaczu oczyma, on zrobił dokładnie to samo, tyle, że ułamek sekundy prędzej. Wszyscy obecni wiedzieli już kto wydzielił straszliwą woń obezwładniającą biskupa, gościa trzymającego jakiś sztandar, oraz paru ludzi stojących obok nas. Świece zapłonęły mocniej - istniało prawdopodobieństwo wybuchu w razie powtórnego wydostania się na zewnątrz gazów trawiennych - po chwilowej konsternacji wszystko wróciło jednak do normy. Słyszałem jeszcze komentarz, jakobym zeżarł coś żywego i to coś we mnie zdechło - przypadek podobny opisywała jedna rozgorączkowana pani, miał ponoć miejsce w Łomży, zaraz po wojnie. Inny dowodził, że po prostu nie wytrzymał mój zwieracz i najprawdopodobniej narżnąłem w rajtuzy (do dziś jestem ciekaw, skąd wiedział że je mam), bo pracował w oczyszczalni ścieków i dobrze wie, co i jak śmierdzi.
Dwa dni później pojawił się artykuł mówiący, że oto nad trumną nieboszczyka pojawiła się purpurowa poświata, świadcząca o obecności podczas uroczystości...no właśnie :mysli: czyjej obecności? Świadkowie nie byli zgodni w swoich relacjach.
W kościele znalazłem się przypadkiem, przypadkiem dosyć szczególnym, otóż zacząłem płakać. Nic nie zapowiadało tego co miało się stać, szedłem sobie spokojnie na spacer całkowicie rozluźniony, można powiedzieć że szczęśliwy, gdy nagle to się stało!
Nie, nie zacząłem płakać, zacząłem wyć! jęczeć i skomleć! Łzy lały się strumieniem! Padłem na kolana. Moment ten wykorzystał biegający nieopodal pies, obejmując mnie w pasie przednimi łapami, próbował doprowadzić mnie do stanu brzemienności. Właściciel szybko ściągnął go ze mnie, oskarżając o prowokowanie do nieprzyzwoitych zachowań, zdzielił mnie laską. Doszedłem trochę do siebie, wstałem, wkoło zebrało się już paru ludzi którzy uznali, iż mój płacz jest reakcją na niezaspokojoną chuć. Mimo że cały tonąłem we łzach,zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji - dałem dyla!
Wszędzie gdzie pojawiłem się płaczący wzbudzałem sensację, tak znalazłem się w kościele.
Tu, w trakcie pogrzebu gościa mi nieznanego, mogłem się wypłakać do woli. Dawno nie brałem udziału w takiej uroczystości, nie wiem czy zwyczaje się zmieniły, ale mogę zapewnić Czytelnika, że płakałem tylko ja.
Po imprezie głównej udałem się na stypę. Nikt mnie nie znał, kto przyczepi się do tak zrozpaczonego żałobnika? Siedząc w kącie żrąc i pijąc do woli, przysłuchiwałem się krótkim przemówieniom różnych oficjeli, wychwalających pod niebiosa głównego bohatera imprezy - ale dlaczego do cholery nikt nie płakał? Pytanie to nurtowało mnie coraz bardziej. Ponieważ jestem jednym z najwybitniejszych antropologów, postanowiłem zgłębić to zagadnienie.
Przysiadłem się do gościa od sztandaru, który bardzo mnie prosił abym walnął "bengala" jeszcze raz, bo mimo, iż żyje już jakiś czas na tym świecie, nic jeszcze w podobnym stopniu nie doprowadziło go do stanu takiej błogości i że tylko dzięki mnie, dotrwał do końca tej nudnej uroczystości. Wkrótce wezwał mnie biskup, który oświadczył, że mimo iż zachowanie moje było niestosowne, to jednak miało swoje dobre strony - pierwszy raz w życiu stanął oko w oko ze Stwórcą. Opuszczając stypę, byłem umówiony z najważniejszymi osobami w mieście na seans, w którego trakcie mieli nadzieję przenieść się do Raju.
Odszukałem faceta siedzącego obok mnie w kościele, zdobyłem jego jadłospis, dokładne pory i sposób wchłaniania, podwoiłem dawkę, dodałem salceson, zsiadłe mleko i w krótkim czasie zacząłem walić tak, że wróble przelatujące obok otwartego okna uformowały klucz i odleciały na południe, gdzie jeden znany ornitolog widząc je w Sudanie, doszedł do przekonania, że ich obecność jest wynikiem ocieplenia klimatu. Dowiedział się o tym Al Gore i dalej sprawę już znamy. Na mnie smród nie robił specjalnego wrażenia - owszem, puściłem pawia raz czy dwa, ale poza tym spokój.

Nim jednak udałem się na umówione spotkanie, musiałem sprawdzić jakość produktu moich trzewi - puściłem cichacza podczas wizyty sąsiada-aktywisty. Należał do ludzi o niezwykle twardych zasadach moralnych, miał zamiar zaprotestować przeciw czemuś, lecz padł momentalnie! i mimo iż stracił kontakt z teraźniejszością, mówił, i mówił dziwnie. Toczył straszliwą walkę wewnętrzną; otóż pochodził z rodziny wielodzietnej, wiedział dobrze co znaczy bieda, ubóstwo, dlatego był propagatorem metody antykoncepcyjnej, tak zwanego kalendarzyka małżeńskiego. To tu był problem, bo bojąc się panicznie kolejnej wpadki, namówił żonę aby założyła spiralę, do stosowania tabletek, plastrów, globulek, zaś zbliżenie następowało w prezerwatywie, w dni niepłodne, zawsze wyskok i tylko oral.

Wizyta w Pałacu Biskupim przebiegła zgodnie z planem - wszyscy zaliczyli odlot, a przy tym opowiadali jak nakręceni.
Biskup szczerze nienawidził tego w trumnie za to, że ten nienawidził Kościoła, co ciekawe, tak naprawdę nieboszczyk nie był nawet tego samego wyznania, o czym doskonale wiedział purpurat i niektórzy obecni na pogrzebie. Gość od sztandaru został wysłany tam celowo, za karę; sprawa wyglądała tak, że był wojującym ateistą, a jego szef ortodoksyjnym katolikiem - vendetta. Lecz sprawa ze Sztandarowym nie była taka prosta jak by się mogło wydawać; on znał drugie wcielenie nieboszczyka, który na dodatek okazał się być kreaturą zamieszaną w spisek antynarodowy, o czym wiedzieli nieliczni, w tej liczbie biskup-patriota, który nawołując w kazaniu do wyzbycia się konsumpcjonizmu, sam jeździł najnowszym Mercedesem, podobnie zresztą jak nieboszczyk.

Wszystko to trochę zagmatwane, ale mam szczerą nadzieję, że do tego miejsca dotarł tylko Człowiek, więc jadę dalej.

Zajmę się teraz w sposób szczególny ateistą. Potężnym wyzwaniem był dla niego udział w pogrzebie, lecz mimo straszliwej niechęci i do instytucji, która go zorganizowała i do tego, co go potem przy wtórze salwy honorowej do dołu - dał radę! Aby we własnych oczach oczyścić się z zarzutu kolaboracji, rzucił się w wir promocji koncertu Madonny, walcząc jak lew z wszelkiej maści moherem. Był jej wielkim fanem, więc wiedział, że Madonna nie jest ateistką i tak naprawdę więcej ma wspólnego z gościem, w którego pogrzebie z taką niechęcią uczestniczył, niż z nim samym.
Dlaczego rodzina nie płakała? - zapytałem brata sztywniaka - a cóż to zapytanie?!
A kto by płakał po kimś, kto sam siebie uważał za najmędrszego z mędrców, zaś media trąbiły peany na jego cześć przy każdej okazji? - nigdy nie mówił nic o mnie, był oczywiście jeszcze skąpy.
Lud zgromadzony w kościele, nienawidzący sam siebie (widać to przy byle okazji; fora internetowe, gdy trzeba zdobyć coś czego mało, w trakcie wsiadania do zatłoczonego autobusu itd) przybył tam bo: tak wypada, wypada się pokazać, fajnie jest się pochwalić że się było, zobaczyć kogo nie ma, może pokażą w TV, będzie zamieszanie i może uda się coś ukraść (nieliczni, ale zawsze) - hołota, tak powiedział wybitny socjolog, uczestnik seansu, sam pochodzenia chłopskiego.

Na koniec wypada wspomnieć o tym, do którego prawie wszyscy się modlili, a który pewnego razu walnął "Oko za oko, ząb za ząb", by zaraz potem (bo czym dla niego czas?) kazać miłować nieprzyjaciół, nadstawiać drugi policzek, i takie tam podobne - przy oczywistej oczywistości, że jest niezmienny.

Mało?

Pisze te słowa psudointelektualista, literat od siedmiu boleści, który samokrytycyzmem chce wywołać zachwyt Czytelnika - chyba się rozpłaczę.

autor:
Zapiski antropologa. http://antropolog-1.blog.onet.pl
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 52
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2013-01-29, 15:06   

"Emeryta żałobny rapsod"
Ludzkie życie jeszcze pestką, kiedy jest się przed czterdziestką,
lecz gdy piąty krzyżyk stuknie, tu coś łupnie, tam coś puknie,
tu coś pęknie, tam wysiądzie, wzrok zmętnieje, błędnik zbłądzi,
pęcherz puści, wzwód zawiedzie, z hemoroidem trudno siedzieć!
W stawach strzyka, w sercu pika, dupa boli po zastrzykach,
szczęka z dziąsłem nie pasuje, andropauza humor psuje,
gęba zmienia sie w rzodkiewkę, gdy prostata ściśnie cewkę,
serce tętni jak sto koni, w uszach dzwon Zygmunta dzwoni.

Jeszcze gorzej jest niewiastom, tu za sucho, tam za ciasno,
tu obwisnąć coś potrafi, z tym by trza na mammografię,
ze spiralki rdza wypływa, nic z minetki, jak ma grzyba,
bez ustanku bolą stawy, a do tego wciąż upławy.

Lecz gdy szósty krzyżyk stuknie, ona nie chce - on nie ruchnie,
nie pomoże viagra, cialis, nawet konia nie odwali,
bo gdy szósty krzyżyk mija, torba dłuższa, niż fuzyja.
Choć oboje sa do rzyci, ale wciąż ...nieemeryci!
Nośnym hasŁem rząd się szczyci, "Wrzód na dupie - emeryci"!
Nowe hasło rzad lansuje, w Sejmie więc głosują ch(...):
"Do roboty trza oboje, niech nie siedzą w domu, gnoje"!
Wiek emerytalny nowy, uchwalili...no i z głowy!

:wacko: :rafi: :wacko:

Spisane z forum n.t. ZUS
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
Nacka 



Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 13073
Skąd: Polska
Wysłany: 2013-01-29, 15:17   

: właściwie to nic do śmiechu : :mlotek:
_________________

 
 
Anet 



Wiek: 48
Dołączyła: 18 Cze 2007
Posty: 13768
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 2013-01-29, 15:47   

wierszyk :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
niestety rzeczywistość nie jest już tak zabawna :bezradny:
_________________
.
Miłości do gór nauczyć się nie można. Trzeba je pokochać z samego siebie
.
 
 
Anet 



Wiek: 48
Dołączyła: 18 Cze 2007
Posty: 13768
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 2013-02-19, 21:32   

zastanawiałam się czy wstawić to do kibelka czy do dowcipów, ale wybrałam ten temat ze względu na barwną opowieść :hahaha:
uśmiałam sie wielce czytając :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
.
Miłości do gór nauczyć się nie można. Trzeba je pokochać z samego siebie
.
 
 
Ama 
Czas na kawkę ;)



Wiek: 52
Dołączyła: 25 Kwi 2010
Posty: 2722
Skąd: Kraków i nie tylko
Wysłany: 2013-02-20, 19:24   

:rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
No cóż... my kobiety tak miewamy z ginekologami :sly:
_________________
Wszystko przemija prócz prawdziwej tęsknoty.

To nie czarny kot napotkany przynosi pecha, ale ciemny kmiot. A ludzie jak zwykle powtarzają tylko to co im wygodne!
 
 
Cama 
Gaduła
camawruk


Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 1558
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-02-20, 21:35   

:rotfl: :rotfl:
Odpowiedz jednego ze studentów była na tyle wyjątkowa, ze profesor podzielił się nią ze swoimi kolegami a później jej treść przedstawił w Internecie.

Pytanie:

Czy piekło jest egzotermiczne (oddaje ciepło) czy endotermiczne (absorbuje ciepło)?

Większość odpowiedzi oparta była na prawie Boylesa, które mówi, że w stałej temperaturze objętość danej masy gazu jest odwrotnie proporcjonalna do jego ciśnienia.

Ale j eden ze studentów napisał tak:

Najpierw musimy stwierdzić jak zmienia się masa piekła w czasie. Do tego potrzebna jest liczba Dusz które idą do piekła i liczba dusz która piekło opuszcza.
Moim zdaniem, można ze sporym prawdopodobieństwem przyjąć, że Dusze, które raz trafiły do piekła nigdy go nie opuszczają. Na pytanie : ile Dusz idzie do piekła, można spojrzeć z punktu widzenia wielu istniejących dzisiaj religii. Większość z nich zakłada że do piekła idzie się wtedy, gdy nie wyznaje się tej właściwej wiary. Ponieważ religii jest więcej niż jedna i dlatego że nie można wyznawać kilku religii jednocześnie, można założyć, że wszystkie dusze idą do piekła. Patrząc na częstotliwość narodzin i śmierci, można założyć, że liczba dusz w piekle wzrastać będzie logarytmicznie. Rozważmy więc pytanie o zmieniającej się objętości piekła. Ponieważ wg prawa Boylesa wraz ze wzrostem liczby dusz rozszerzać się musi powierzchnia piekła tak aby temperatura i ciśnienie w piekle pozostały stałe, istnieją dwie możliwości:

1. Jeśli piekło rozszerza się wolniej niż liczba przychodzących do niego Dusz, temperatura i ciśnienie w piekle będzie tak długo rosło aż piekło się rozpadnie.

2. Jeśli piekło szybciej się rozszerza niż liczba przychodzących tam Dusz, wówczas temperatura i ciśnienie w piekle będzie spadać tak długo aż piekło zamarznie.

Która z tych możliwości jest bardziej realna?

Jeśli weźmiemy pod uwagę przepowiednie Sandry, która powiedziała do mnie:
"prędzej piekło zamarznie niż się z tobą prześpię", jak również to, że wczoraj z nią spałem, możliwa jest tylko ta druga opcja. Dlatego też jestem przekonany, że piekło jest endotermiczne i musi być juz zamarznięte.
Z uwagi na to ze piekło zamarzło, można wnioskować, że żadna kolejna Dusza nie może trafić do piekła, a ponieważ pozostaje jeszcze tylko niebo, dowodzi to też istnienia Osoby Boskiej, co z kolei tłumaczy dlaczego Sandra cały wczorajszy wieczór krzyczała:

"O, Boże!".

Student otrzymał ocenę ' Bardzo dobry ' .
 
 
Kajamira 



Wiek: 100
Dołączyła: 02 Maj 2007
Posty: 3913
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-02-20, 22:04   

śliczne hahahahahahah
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template junglebook v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
Blog Gry Escape The Room
Kopiowanie i rozpowszechnianie tekstów zamieszczonych na forum bez pisemnej zgody autorów
jest surowo zabronione, gdyż jest naruszeniem praw autorskich do solucji i poradników.
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 13